Polszczyzna młodego Polaka

30 stycznia 2017
999 Views

Miło szaleć, kiedy czas po temu – pisał Jan Kochanowski. Dziś mało kto cytuje mistrza z Czarnolasu, a przyznać trzeba, że jego myśl pozostaje, zwłaszcza w karnawale, niezwykle aktualna. Mimo tej ponadczasowości współczesny młody człowiek raczej nie sięgnie do renesansowych tekstów, by zaanonsować chęć uczestnictwa w zabawie wtedy, gdy pojawiają się ku temu sprzyjające okoliczności. Powie raczej: „nie ma wapna na kwadracie”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza: „rodziców nie ma w domu”.

Skąd to nagłe zainteresowanie polszczyzną młodzieży? Otóż, w nawiązaniu do poprzedniego artykułu na temat plebiscytu na Słowo Roku 2016 wypada wspomnieć również o innym, „konkurencyjnym” głosowaniu na Młodzieżowe Słowo Roku 2016 (http://sjp.pwn.pl/ciekawostki/Mlodziezowe-slowo-roku;199794.html). Wyboru już dokonano, a najbardziej popularnym wyrazem okazał się „sztos”, leksem o wyraźnie pozytywnych konotacjach, oznaczający coś niezwykłego, fantastycznego.

15231332 - students relaxing in schoolyard teens meadow park laughing campus young

Językowi nastolatków warto przyjrzeć się nie tylko ze względu na organizowany plebiscyt. To w nim najszybciej odbijają się zachodzące w otaczającym nas świecie zmiany. Przysłówek „najszybciej” wydaje się zresztą kluczowy dla rozważań na temat sposobu mówienia młodych ludzi. Analiza zgłoszonych do głosowania wyrazów ujawnia dwie prawidłowości wynikające z nakazu, by nie marnować czasu na rozwlekłe komunikaty, by powiedzieć coś szybko. Dany leksem ma szansę przyjąć się wśród młodzieży, jeżeli jest wielofunkcyjny (tzn. pełni rolę różnych części mowy w zależności od potrzeb) i stosunkowo krótki, co pozwala na oszczędność czasu i energii. Warto zauważyć, że wskazane kryteria można odnieść do znacznej części wyrazów, które w głosowaniu znalazły się w pierwszej trójce. Oprócz „sztosu” takie właściwości posiadają leksemy „beka” i „masakra”.

Wśród wyrazów biorących udział w plebiscycie pojawiają się powszechnie znane, ale używane przez ogół społeczeństwa w zupełnie innym kontekście. Ciekawym przykładem do analizy może być tutaj słowo „beka”, które posiada dwa wyjaśnienia w słowniku języka polskiego: 1) zgrubienie od „beczka”; 2) pot. „gruby człowiek”. Wydawnictwo poprawnościowe nic nie wspomina o znaczeniu przypisanym mu przez nastolatków, dla których „beka” to śmieszna sytuacja. Do grupy „powszechnie znanych” można zaliczyć jeszcze wyrazy: „Janusz”/„janusz”, „lamus” czy „cebula”. Łączy je m.in. fakt, że dla przedstawicieli dojrzałego pokolenia nie mają one pejoratywnych skojarzeń, zaś dla młodzieży – wręcz przeciwnie. Wszystkie bowiem nazywają nosicieli jakiejś negatywnej cechy. „Janusz” to człowiek prymitywny, ignorant, „lamus” oznacza kogoś niedouczonego, zaś „cebula” odnosi się do osoby, która nie potrafi zachować się stosownie do sytuacji. Skądinąd, ciekawą sprawą jest, że do określania kogoś nieokrzesanego wykorzystuje się warzywną metaforykę. Wszak w języku potocznym odpowiednikiem młodzieżowej „cebuli” okazuje się „burak”.

Trudno wskazać, dlaczego wybrano właśnie to imię czy warzywo i nadano im negatywny wydźwięk. Owo działanie, chociaż ma niejasną genezę, posiada sprecyzowany cel. Młodzież pragnie w ten sposób zaznaczyć swoją odrębność, podkreślić tożsamość – a co za tym idzie – odseparować się w pewnym sensie od reszty, która musi się natrudzić, by zrozumieć, o czym „wtajemniczeni” nastolatkowie dyskutują. Takiemu postępowaniu nie można odmówić pragmatyzmu. Zapewne niejeden młody człowiek ucieszy się z faktu, że jego opiekunowie nie potrafią „rozkminić” (czyli zrozumieć), o czym rozmawia z kolegami.

Próba zrozumienia prawidłowości obowiązujących w polszczyźnie młodzieży sprowadza się do sformułowania oczywistego wniosku. Okazuje się, że każde zjawisko w języku ma swój sens i cel, nawet jeśli trudno wskazać jego genezę.  

Joanna Gruszczyńska

 

Dodaj komentarz