O języku miłości z okazji Dnia Kobiet

42115059 - romantic portrait of young people in love

Zapewne każda z pań, nie tylko od święta, chciałaby usłyszeć chociaż kilka miłych słów od wybranka swojego serca. Sadzę również, że i panowie życzyliby sobie otrzymać życzliwą, czułą ripostę. Tak czy inaczej 8 marca staje się pretekstem do rozważań na temat języka miłości.

Problem może wydawać się błahy, jednakże w momencie, w którym przychodzi użyć nam sformułowań związanych z uczuciami czy sytuacjami intymnymi, okazuje się prawdziwym wyzwaniem. Skromnym pocieszeniem może być fakt, że podobne rozterki towarzyszyły również bohaterom literackim. O kłopotach z „miłosnym świergotaniem” pisał wszak sam hrabia Fredro, zwracając uwagę na to, że w języku miłości obowiązują inne reguły, że pewnych rzeczy nie można, nie da się albo nie wypada powiedzieć wprost. Dlatego na potrzeby zakochanych powstała swoista metaforyka miłości.

Wśród najbardziej popularnych i neutralnych płciowo zwrotów kierowanych do ukochanej osoby funkcjonuje apostrofa „kochanie”. Z kolei największy zbiór tego typu sformułowań reprezentują wyrazy związane ze światem przyrody, a ściślej rzecz ujmując nazwy niektórych zwierząt. Ciekawą kwestią jest tutaj zróżnicowanie w używaniu pewnych zwrotów ze względu na płeć osoby, do której czułe słówka są adresowane. Kobiety często nazywają swoich partnerów „misiem”, zapewne dlatego, że instynktownie określenie to kojarzy im się z czymś przyjemnym, z przytulanką. Na marginesie warto dodać, że panowie w różny, niekoniecznie pozytywny, sposób reagują na ten epitet. Trzeba tutaj zachować ostrożność – „miś” bowiem wywołuje również takie skojarzenia jak niezdarność czy ciapowatość. Miał zatem hrabia Fredro rację, pisząc, że tak „trzeba pół, ćwierć słowa”, gdyż można się niepotrzebnie narazić.

Panie wydają się być w tej kwestii bardziej wyrozumiałe, mimo że nazywane „żabkami” czy „myszkami” także mogłyby się obrazić. O ile „żabkę” da się jeszcze uzasadnić proweniencją baśniową (wiadomo, że pocałowanie żaby przynosiło księżniczkom korzyści), o tyle trudno ustalić jednoznacznie, dlaczego nazwę wskazanego gryzonia stosuje się w języku miłości.

Rekordy popularności w zakresie czułych słówek bije również „Kotek” czy hipokorystyk (spieszczenie) „Koteczek”, których użycie jest już niezależne od płci. Na tym nie kończy się mnogość określeń zaczerpniętych rodem z Animal Planet. Wśród apostrof funkcjonują wszak powszechnie stosowane „słoneczka” i  „kwiatuszki”. Rodzi się zatem pytanie: dlaczego świat przyrody staje się inspiracją dla wszystkich naśladowców Romea i Julii?

Człowiek w sytuacjach, kiedy emocje biorą górę, kieruje się instynktem (a zatem dobór słownictwa także ma charakter instynktowny). Wybiera takie wyrazy, które pojawiają się często w jego najbliższym otoczeniu. Potwierdzeniem tego faktu może być analiza leksykalna sformułowań stosowanych podczas kłótni, którą cechuje chociażby częściowa utrata kontrola nad tym, co się mówi. Wówczas zdarza się, że pod adresem bliskiej osoby również padają epitety związane z metaforyką zwierzęcą. Różnica sprowadza się do tego, że w czasie sprzeczki używa się słów, które mają charakter obraźliwy (np. „krowa”, „świnia”, „małpa”, „osioł”, „baran”).

Nie ulega wątpliwości, że „miłosne świergotanie” wymaga wyczucia i delikatności, wymaga również stworzenia pewnej więzi pomiędzy „świergotającymi”. Jednakże nawet ta okazuje się niewystarczająca w sytuacjach intymnych, kiedy pojawia się na przykład potrzeba nazwania części ciała. Mimo rewolucji obyczajowej wciąż mamy problem z tym, jakim językiem posługiwać się za drzwiami alkowy. W zasadzie istnieje wybór pomiędzy wulgarnymi określeniami a terminami typowo medycznymi. „Misiom” i „żabkom” nie pozostaje zatem nic innego, jak stworzyć własny język miłości. Takie działanie może przynieść tylko same korzyści. Nie dość, że naszej mowy nikt poza nami nie będzie rozumiał (co może okazać się w pewnych sytuacjach niezwykle przydatne), to jeszcze dowiedziemy nadzwyczajnej kreatywności.

I takiej „twórczości radosnej” życzę z okazji Dnia Kobiet wszystkim tym, którym nieobce są czułe słówka.  

Joanna Gruszczyńska

Dodaj komentarz