Neologizmy w natarciu

24 kwietnia 2016
2541 Views

Ponoć „czas się nie śpieszy – to my nie nadążamy” – powiedział Lew Tołstoj. Myśl ta doskonale przystaje do zjawiska występowania neologizmów w polszczyźnie. Uważam, że to zagadnienie jest jednym z bardziej fascynujących dla językoznawcy, gdyż pokazuje tempo zmian zachodzących w języku. Co więcej, neologizmy stanowią kopalnię wiedzy na temat tego, co aktualnie dzieje się w sferze kulturalnej, politycznej czy społecznej danego narodu. Wystarczy przywołać takie twory jak „pisowiec” czy „kodziarz”, by dowieść słuszności powyższego twierdzenia.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że współcześnie neologizmy w niewielkim stopniu pełnią swoją pierwotną funkcję – tj. nazywanie przedmiotów, zjawisk, które wcześniej nie istniały. Temu służą głównie tzw. neologizmy słowotwórcze (np. „zmywarka” czy „bankomat”). Dzisiaj nowe wyrazy lub połączenia wyrazowe tworzy się często dla zabawy, a ich zadaniem jest przyciągnąć uwagę odbiorcy – wykorzystują je zatem copywriterzy i dziennikarze, którzy szukają chwytliwych haseł, które zapewnią ich autorom popularność. Jeśli taki wyraz lub sformułowanie się przyjmą, wówczas sukces gwarantowany.

11071852_sWspółcześnie na topie są tzw. neosemantyzmy, czyli istniejące już w języku wyrazy, którym nadano nowe znaczenie. Wystarczy wymienić tutaj takie wyrazy jak: „gwiazda” (pierwotnie – „ta na niebie”, współcześnie także „sławna osoba”), dialog (pierwotnie – „rozmowa”, dzisiaj, zwłaszcza w polityce – „rodzaj negocjacji”), wirus (pierwotnie – „organizm wywołujący chorobę”, obecnie – „złośliwe oprogramowanie”), popularna swego czasu „masakra” (o której już była mowa na blogu – czyt. „Moda językowa”) czy wreszcie fraza „Lubię to” (dzisiaj kojarzona bez wątpienia z Facebookiem).

Ze zjawiskiem neosemantyzacji nierozerwalnie wiąże się funkcjonowanie tzw. neologizmów frazeologicznych, czyli połączeń wyrazowych, którym nadano nowe znaczenie. Należą tutaj takie sformułowania jak: „okrągły stół”, „czarna dziura” (obecne już jakiś czas w polszczyźnie) czy „kopara opada” albo „brawo ty”, czyli tzw. „świeżynki” (na marginesie warto dodać, że „świeżynka” to również neosemantyzm; wyraz oznaczający „mięso tuż po uboju”, a dzisiaj często używany na określenie jakiejś „nowości”).

Bezsprzecznym pozostaje fakt, że największej kreatywności wymagają neologizmy artystyczne, wykorzystywane nie tylko przez poetów, ale z powodzeniem stosowane również przez copywriterów czy dziennikarzy. Niedoścignionym mistrzem w tym temacie był Bolesław Leśmian. Dowodzi tego fakt, że jego twory nazywa się nawet „leśmianizmami”. Wśród nich na uwagę zasługują m.in: „bezśmiech”, „zniszczota”, „zamrocz”, „bezświat” i wiele innych (te zacytowane pochodzą tylko z jednego wiersza pt. „Topielec”). Powinny one przypaść do gustu współczesnym użytkownikom języka, gdyż – warto zwrócić na to uwagę – pozwalają w ekonomiczny sposób nazwać pewne zjawiska, które normalnie wymagają użycia peryfrazy (opisu). Zamiast pisać czy mówić o „stanie, w którym się nie śmiejemy”, wystarczy posłużyć się neologizmem „bezśmiech”. Tego typu wyrazy wychodzą naprzeciw współczesnej tendencji do oszczędzania wysiłku objawiającej się także w języku.

Nawiązując do przywołanej na początku myśli Lwa Tołstoja, trzeba stwierdzić, że doprawdy trudno nadążać nie tylko za samym czasem, ale przede wszystkim za zmianami, jakie niesie. Każdy nowy dzień przynosi też jakieś zmiany w języku. Przyznać trzeba, że trudne zadanie stoi dzisiaj przed językoznawcami, gdyż próba uporządkowania tego, co obecnie dzieje się w polszczyźnie, stanowi nie lada wyzwanie. To, co jeszcze wczoraj w języku było „trendy”, być może dzisiaj jest już „passé”. Bynajmniej to nie powód do narzekania – wręcz przeciwnie. W mojej opinii dowodzi kreatywności i niezwykłej wyobraźni użytkowników języka polskiego. „Brawo my!” (sic).

Joanna Gruszczyńska

Dodaj komentarz