Karnawałowy savoir-vivre językowy

Karnawał trwa w pełni, spragnieni uciech rodacy ochoczo biorą udział w różnego typu zabawach. Wszak sam mistrz z Czarnolasu zachęcał niegdyś słowami: „Miło szaleć, kiedy czas po temu”. Jego słowa nie straciły nic ze swej aktualności. Bawić się można, a nawet trzeba. Warto jednak wcześniej postudiować podręczniki savoir-vivre’u, by nie narazić się podczas zabawy na jakieś faux pas.

Faux pas językowemu mówimy stanowcze „nie”!

W podręcznikach poświęconych kindersztubie zazwyczaj dosyć lakonicznie traktuje się kwestię dbałości o poprawność językową, a ta również decyduje o tym, czy kogoś nazwiemy człowiekiem o nienagannych manierach. Nie jest oczywiście możliwe, aby za sprawą lektury kilku językoznawczych artykułów stać się mistrzem mowy polskiej, jednakże zgłębianie wiedzy w tym zakresie pozwoli uniknąć paru żenujących sytuacji.

Na początek proponuję lekturę artykułu umieszczonego już na naszym blogu, a poświęconego pięciu najczęściej popełnianym błędom (http://www.netlinguist.pl/blog/piec-najczesciej-popelnianych-bledow-jezykowych/), których wyeliminowanie powinno być pierwszym wyzwaniem dla osoby starającej się zabłysnąć w towarzystwie dzięki dobrym nawykom językowym.

Kłopotliwy dopełniacz

Kolejny krok to poznanie zasad odmiany kłopotliwych wyrazów, których będziemy używać podczas towarzyskich konwersacji. Jedną z kategorii takich „kłopotliwych wyrazów” stanowią te nazywające elementy nakrycia stołu. Dobrze by było nie mieć dylematów dotyczących tego, czy powiedzieć, że nie ma „widelcy” czy „widelców”, a może brakuje również „noży” albo „nożów” i na nieszczęście nie można znaleźć jeszcze „talerzy”, a może „talerzów”??? Niejeden pójdzie na łatwiznę i poprosi zwyczajnie o sztućce. Oby tylko użył formy mianownika! Jeśli się natomiast rozpędzi i stwierdzi, że nie ma „sztućcy”, to już będzie klops.

No właśnie… Jak powinny wyglądać prawidłowe formy dopełniacza podanych wyrazów, których używamy nader często, nie tylko w karnawale? O ile w zaciszu domowym można sobie pozwolić na małe grzeszki językowe, o tyle w towarzystwie niekoniecznie jest to mile widziane. Na domiar złego w przypadku nazw sztućców nie możemy podeprzeć się żadną skuteczną regułą. Nie ratuje nas ta mówiąca o występowaniu określonych końcówek dopełniacza po spółgłoskach historycznie miękkich, ponieważ zarówno -c, jak i  oraz -rz do takowych należą. Dlatego czas rozstrzygnąć kwestie problematycznych form. Otóż, należy powiedzieć, że nie mamy „sztućców”, czyli „widelców” oraz „noży” i brakuje nam także „talerzy”. Te formy wypada po prostu zapamiętać.

A nuż, widelec39528344_s

Okazuje się, że kłopotów językowych z wyrazami nazywającymi sztućce jest więcej i nie odnoszą się one tylko do najbardziej spornego polskiego przypadka. Problem dotyczy również funkcjonowania frazeologizmu „a nuż, widelec”, często zapisywanego z błędem ortograficznym. Użytkownicy języka sądzą zapewne, że skoro jest „widelec”, to musi też być „nóż”. Tymczasem w podanym związku chodzi o wykrzyknik „nuż”, a nie rzeczownik nazywający przedmiot służący do krojenia czegoś. Wszak w polszczyźnie istnieje sformułowanie „a nuż”, bez dodanego „widelca”. Równie dobrze można powiedzieć: „a nuż dostanę nagrodę”, jak i „a nuż, widelec dostanę nagrodę”. Dodanie „widelca” do dawnego „a nuż” to rodzaj żartu językowego.

Skoro karnawał w pełni, więc i żartować nam wolno, a trawestując początkowy cytat, można by zakończyć słowami: „Miło żartować, kiedy czas po temu”. Dlatego też zachęcam Drogich Czytelników do lektury wiersza Jana Brzechwy pt. „Talerz” utrzymanego w klimacie żartobliwo-karnawałowym, a przy okazji rozstrzygającego inny językowy dylemat: należy powiedzieć, że „talerz stoi” czy „talerz leży”?

Joanna Gruszczyńska

Dodaj komentarz