Blog

  • Jak odmieniać skrótowce?

    Obecnie trudno znaleźć tekst publicystyczny, popularnonaukowy czy specjalistyczny, który pozbawiony będzie skrótów i/lub skrótowców. W ramach panującej tendencji do oszczędzania wysiłku ujawniającej się w języku oraz ze względów czysto pragmatycznych współczesny użytkownik polszczyzny nader często się nimi posługuje.

    18969695 - woman thinking with many arrows above the head on grey background

    Celowo użyłam na początku dwóch określeń, trzeba bowiem zaznaczyć, że skrót i skrótowiec nie są pojęciami synonimicznymi. Skrót to część wyrazu lub wyrażenia, w  większości przypadków zwyczajowo przyjęty i właściwie odczytywany przez ogół użytkowników danego  języka. Warto jednak dodać, że istnieją skróty, do rozkodowania których niezbędny okazuje się kontekst. Skrótowce natomiast to wyrazy pochodne tworzone często (choć nie jest to regułą) od pierwszych liter bądź sylab całego wyrażenia. Nie zawierają one kropek. Spełniają odmienne funkcje w zdaniu aniżeli skróty, co powoduje, że ich stosowanie wymaga również znajomości innych reguł. O tym, jak poprawnie posługiwać się skrótami, była mowa w artykule poświęconym zasadom ich kończenia (zamykania). W przypadku skrótowców to nie sposób tworzenia czy zapisu stanowi największy problem.

    Najważniejszą kwestią wymagającą podkreślenia jest to, że skrótowce podlegają odmianie. I jak można domniemywać, wokół zagadnienia deklinacji będzie koncentrować się większość problemów. Uogólniając, należy zauważyć, że sposób odmiany skrótowca zależy m.in. od tego, jaki typ on reprezentuje. Można bowiem wyróżnić ich cztery rodzaje: sylabowce (np. „Cepelia”), głoskowce (np. „ZUS”), literowce (np. „PZU”) oraz mieszane (np. „PZMot”). Nie ma potrzeby definiowana tych pojęć, gdyż intuicja językowa przeciętnego użytkownika polszczyzny pozwoli bez trudu odgadnąć, jaki model odmiany w danej sytuacji zastosować (lub nie – w przypadku skrótowców nieodmiennych).

    Sylabowce podlegają deklinacji jak każdy inny rzeczownik – w przypadkach zależnych zmienia się tylko końcówka fleksyjna (np. „Cepelii”, „Cepelię”, „Cepelią”). W przypadku głoskowców i literowców dodaje się końcówkę fleksyjną zapisaną małą literą, ale poprzedza się ją dywizem (np. „GOPR-u”). Trzeba dodać, że zarówno wśród głoskowców, jak i literowców występują takie, które nie podlegają deklinacji (np. głoskowiec „NATO” czy literowiec „PZU”). Skrótowce mieszane stanowią z kolei tak różnorodną grupę, że każdemu z nich należałoby przyjrzeć się z osobna.

    W odniesieniu do niektórych głoskowców, literowców i skrótowców mieszanych parę kwestii wymaga większej uwagi. Po pierwsze, trzeba pamiętać, że w sytuacji, gdy skrótowiec kończy się na „R”, a w przypadku zależnym występuje „rz”, wówczas należy zastosować zapis „R-z”, np. „GOPR-ze”. Podobnie powinniśmy oddzielić „i” stanowiące zmiękczenie poprzedzającej spółgłoski, np. „ZUS-ie”. Miejscownik okazuje się w ogóle problematycznym przypadkiem, gdyż wymusza także specyficzną zmianę w skrótowcach zakończonych na „T” (np. „LOT”, ale „w Locie”). Szczególnego potraktowania wymagają również głoski „j” (czyt. jako „jot”) oraz „z” (czyt. jako „zet”). Po łączniku (dywizie) dodaje się więcej niż samą końcówkę fleksyjną określonego rodzaju, np. „ONZ-ecie”, „ONZ-etu”, „UJ-ocie”, „UJ-otu”.

    Ostatnio jak grzyby po deszczu wyrastają nowe firmy, które przybierają nazwy od imion bądź nazwisk właścicieli, będące często skrótowcami z zakończeniem „-x”, np. „Adamex”. Ów „Adamex” również podlega odmianie, z tym że tutaj normy poprawnościowe pozwalają na dwa rozwiązania. Zakończenie „-x” może pozostać lub może przybrać postać rodzimego „-ks”, co sprawia, że właściwe są oba zapisy: „Będę w Adamexie” lub „Wybieram się do Adameksu”. Purystów językowych może drażnić nieco połączenie „-xi”, jednakowoż wydawnictwa poprawnościowe nie zabraniają stosowania „-x” w zapisie w przypadkach zależnych.

    Zagadnienia odmiany skrótowców nie można spychać na margines spraw, którymi niespecjalnie trzeba się zajmować, gdyż stanowią rzadkie zjawisko. Problem polega właśnie na tym, że akronimy (czyt. skrótowce) na dobre zagościły w naszej codzienności. Nazwy nowo powstających organizacji, firm itp. zaczynają funkcjonować przecież w świadomości użytkowników języka jako skrótowce (a nie pełne określenia). Bywa i tak, że nie jesteśmy w stanie ich rozszyfrować, gdyż zatarło się już ich znaczenie lub nie spopularyzowano pełnej nazwy danego obiektu. Wystarczy zadać sobie pytanie: czy potrafię właściwie odczytać akronimy takie jak „UNESCO” czy „UNICEF”? Jedno jest pewne – mnogość pozostających w obiegu skrótowców sprawia, że każdemu z nich trzeba przyjrzeć się z osobna i zastosować taki model odmiany, jaki podpowiada nam poparta wiedzą intuicja językowa lub Słownik skrótów i skrótowców Jerzego Podrackiego.

    Joanna Gruszczyńska

     

    Continue Reading
  • Karnawałowy savoir-vivre językowy

    Karnawał trwa w pełni, spragnieni uciech rodacy ochoczo biorą udział w różnego typu zabawach. Wszak sam mistrz z Czarnolasu zachęcał niegdyś słowami: „Miło szaleć, kiedy czas po temu”. Jego słowa nie straciły nic ze swej aktualności. Bawić się można, a nawet trzeba. Warto jednak wcześniej postudiować podręczniki savoir-vivre’u, by nie narazić się podczas zabawy na jakieś faux pas.

    Faux pas językowemu mówimy stanowcze „nie”!

    W podręcznikach poświęconych kindersztubie zazwyczaj dosyć lakonicznie traktuje się kwestię dbałości o poprawność językową, a ta również decyduje o tym, czy kogoś nazwiemy człowiekiem o nienagannych manierach. Nie jest oczywiście możliwe, aby za sprawą lektury kilku językoznawczych artykułów stać się mistrzem mowy polskiej, jednakże zgłębianie wiedzy w tym zakresie pozwoli uniknąć paru żenujących sytuacji.

    Na początek proponuję lekturę artykułu umieszczonego już na naszym blogu, a poświęconego pięciu najczęściej popełnianym błędom (http://www.netlinguist.pl/blog/piec-najczesciej-popelnianych-bledow-jezykowych/), których wyeliminowanie powinno być pierwszym wyzwaniem dla osoby starającej się zabłysnąć w towarzystwie dzięki dobrym nawykom językowym.

    Kłopotliwy dopełniacz

    Kolejny krok to poznanie zasad odmiany kłopotliwych wyrazów, których będziemy używać podczas towarzyskich konwersacji. Jedną z kategorii takich „kłopotliwych wyrazów” stanowią te nazywające elementy nakrycia stołu. Dobrze by było nie mieć dylematów dotyczących tego, czy powiedzieć, że nie ma „widelcy” czy „widelców”, a może brakuje również „noży” albo „nożów” i na nieszczęście nie można znaleźć jeszcze „talerzy”, a może „talerzów”??? Niejeden pójdzie na łatwiznę i poprosi zwyczajnie o sztućce. Oby tylko użył formy mianownika! Jeśli się natomiast rozpędzi i stwierdzi, że nie ma „sztućcy”, to już będzie klops.

    No właśnie… Jak powinny wyglądać prawidłowe formy dopełniacza podanych wyrazów, których używamy nader często, nie tylko w karnawale? O ile w zaciszu domowym można sobie pozwolić na małe grzeszki językowe, o tyle w towarzystwie niekoniecznie jest to mile widziane. Na domiar złego w przypadku nazw sztućców nie możemy podeprzeć się żadną skuteczną regułą. Nie ratuje nas ta mówiąca o występowaniu określonych końcówek dopełniacza po spółgłoskach historycznie miękkich, ponieważ zarówno -c, jak i  oraz -rz do takowych należą. Dlatego czas rozstrzygnąć kwestie problematycznych form. Otóż, należy powiedzieć, że nie mamy „sztućców”, czyli „widelców” oraz „noży” i brakuje nam także „talerzy”. Te formy wypada po prostu zapamiętać.

    A nuż, widelec39528344_s

    Okazuje się, że kłopotów językowych z wyrazami nazywającymi sztućce jest więcej i nie odnoszą się one tylko do najbardziej spornego polskiego przypadka. Problem dotyczy również funkcjonowania frazeologizmu „a nuż, widelec”, często zapisywanego z błędem ortograficznym. Użytkownicy języka sądzą zapewne, że skoro jest „widelec”, to musi też być „nóż”. Tymczasem w podanym związku chodzi o wykrzyknik „nuż”, a nie rzeczownik nazywający przedmiot służący do krojenia czegoś. Wszak w polszczyźnie istnieje sformułowanie „a nuż”, bez dodanego „widelca”. Równie dobrze można powiedzieć: „a nuż dostanę nagrodę”, jak i „a nuż, widelec dostanę nagrodę”. Dodanie „widelca” do dawnego „a nuż” to rodzaj żartu językowego.

    Skoro karnawał w pełni, więc i żartować nam wolno, a trawestując początkowy cytat, można by zakończyć słowami: „Miło żartować, kiedy czas po temu”. Dlatego też zachęcam Drogich Czytelników do lektury wiersza Jana Brzechwy pt. „Talerz” utrzymanego w klimacie żartobliwo-karnawałowym, a przy okazji rozstrzygającego inny językowy dylemat: należy powiedzieć, że „talerz stoi” czy „talerz leży”?

    Joanna Gruszczyńska

    Continue Reading
  • Mądrej głowie dość dwie słowie

    13679071_sDziedziną pozwalającą stosunkowo łatwo i szybko dostrzec zachodzące w języku zmiany jest frazeologia. Stanowi ona swego rodzaju zwierciadło, w którym odbija się nasza rzeczywistość. Pewne związki wyrazowe są wypierane, rzadziej używane, a w ich miejsce pojawiają się zupełnie nowe. Mechanizm ten można z łatwością wytłumaczyć. Z czasem, bez znajomości kontekstu, pewne wyrażenia czy zwroty przestają być zrozumiałe, co prowadzi z kolei do przekształcania tradycyjnych związków frazeologicznych, aby stały się do przyjęcia przez współczesnego odbiorcę. Dzieje się tak na przykład z frazą „Mądrej głowie dość dwie słowie” (modyfikowaną niepotrzebnie na „Mądrej głowie dość po słowie”).

    Przywołany frazeologizm przekształcany bywa często ze względu na występującą w nim nietypową formę „słowie”. Na próżno szukać jej we współczesnym słowniku poprawnej polszczyzny, gdyż jest to relikt po tzw. liczbie podwójnej występującej do XVI wieku. Uświadomienie sobie funkcjonowania niegdyś tej liczby (łac. dualis) pozwoli zrozumieć współistnienie w polszczyźnie podwójnych form niektórych wyrazów w odniesieniu do tego samego przypadka.

    Do najbardziej popularnych wyrazów przechowujących ślady dawnej liczby podwójnej należą „ręce” oraz „oczy”, które w narzędniku liczby mnogiej przybierają formy: „rękami” lub „rękoma” oraz „oczami” lub „oczyma”. Trzeba zaznaczyć, że obie wersje są poprawne, z tym że druga z nich („rękoma”, „oczyma”) jest rzadziej używana.

    Śladów liczby podwójnej w języku polskim można znaleźć więcej. Do takowych reliktów, oprócz wspomnianych wyżej słów „rękoma” i „oczyma”, należy zaliczyć także formę miejscownika liczby pojedynczej „ręku” (występującej obok wersji „ręce”). Warto zauważyć, że owe pozostałości zauważalne są zwłaszcza w odmianie wyrazów nazywających części ciała człowieka. Czy to przypadek? Rzadko jakieś zjawisko obecne w polszczyźnie stanowi kwestię przypadku. Nie inaczej jest tym razem. Liczba podwójna odnosiła się do leksemów występujących parami, a zatem m.in. do podwójnych części ciała. Dlatego zachowała się w deklinacji wyrazów takich jak „ręka”, „oko” czy „ucho”.

    Najciekawsza kwestia związana z wpływem dawnej liczby podwójnej na współczesną polszczyznę dotyczy dwojakiej odmiany wyrazów „oko” i „ucho”. Pierwotne znaczenie tych słów jako części ciała wymaga zastosowania deklinacji z zachowaniem form liczby podwójnej. Z kolei formy współczesne (z tematem fleksyjnym „ok-” i „uch-”) pojawiają się w odmianie wyrazów w znaczeniu wtórnym („oko” jako tłusta plama w zupie i „ucho” jako uchwyt). Poprawne zatem będą następujące formy liczby mnogiej: M. „oczy”, D. „oczu”, N. „oczami”/„oczyma” (w znaczeniu pierwotnym),  ale i „oka”, „ok” oraz „okami” (w znaczeniu wtórnym). Ta sama sytuacja powtórzy się w przypadku deklinacji wyrazu „ucho”. Możemy powiedzieć, że oto mamy „dwoje uszu” (część ciała) lub „dwa ucha” (uchwyty). Istotne jest, aby zapamiętać, że w przeciwieństwie do form „rękami”/„rękoma”, „oczami”/„oczyma” wyrazów „oczy” i „oka” nie wolno stosować zamienne.

    Mądrej głowie dość dwie słowie, więc nie trzeba specjalnie rozwodzić się nad sytuacjami komunikacyjnymi, w których można używać dawnych form liczby podwójnej. Wystarczy wiedza, że takowe istnieją, a świadomość ich pochodzenia oraz fakt, że polszczyzna przechowuje do dzisiaj ślady dawnego języka pozwolą jej użytkownikom na akceptację słów takich jak rzeczony w tytule wyraz „słowie”.

    Joanna Gruszczyńska

    Continue Reading
  • Technologiczna nowomowa, czyli wyrazy związane z IT

    „Zapisz to na pendrivie, koniecznie w PDF-ie, gdyż wówczas odczytam to na moim Androidzie. Zresztą, przypomnę Ci o tym na Skypie” – taki oto komunikat można współcześnie usłyszeć w biurze, metrze czy kawiarni. I nikogo on nie dziwi, ba, nie przykuje nawet niczyjej uwagi. Posługiwanie się słownictwem związanym z IT, czyli technologią informacyjną, stało się normą. Stanowi wręcz swoistą nowomowę, niezrozumiałą dla niektórych przedstawicieli starszego pokolenia, z wyłączeniem tych, którzy z komputerem są za pan brat. Pojawia się tylko pytanie, czy potrafimy zapisywać i odmieniać tego typu wyrazy?

    32786785_sJedno nie ulega wątpliwości – większość z nich podlega odmianie. W tej grupie znajdą się nazwy programów komputerowych (np. Word, Excel, PowerPoint), komunikatorów (np. Skype), formatów (np. PDF) czy urządzeń związanych z komputerem (np. pendrive, CDROM). Sposób odmiany zależy natomiast od tego, do jakiej kategorii dany wyraz należy. Jeżeli reprezentuje odmienne skrótowce, wówczas w przypadkach zależnych po łączniku trzeba dodać końcówkę fleksyjną, np. CD-ROM-ie, CD-ROM-u, PDF-ie, PDF-u. Jeżeli natomiast kończy się na „-e” nieme, wtedy wyraz przyjmuje polską końcówkę po apostrofie, np. Skype, Skype’a, Skype’owi, Skype’em, ale na Skypie czy też pendrive’a, ale na pendrivie. W przypadku pozostałych leksemów wystarczy dodać polską końcówkę, bez konieczności wstawiania łącznika czy apostrofu, np. Excela, Worda itd.

    Zaznaczyłam wyżej, że większość wyrazów podlega odmianie. Musi zatem istnieć jeszcze jakaś „mniejszość”. Tę reprezentuje wyraz USB, który – jak przystało na skrótowiec zakończony na akcentowaną samogłoskę (czyt. uesb’e) – pozostaje nieodmienny.

    Wyrazy związane z IT (nomen omen też nieodmienny skrót z kategorii „technologiczna nowomowa”) nastręczają trudności nie tylko w zakresie odmiany. Równie często sprawiają kłopoty ortograficzne. Generalną zasadą, którą można by tutaj zastosować, jest ta mówiąca o zapisie nazw własnych. Jeżeli któryś z wyrazów ma taki charakter, wówczas powinien zostać zapisany od wielkiej litery, np. Skype, Gadu-Gadu, Word, Excel. Nie ma natomiast powodu, aby wyraz pendrive notować wielką literą. Inna reguła obowiązuje w przypadku skrótowców: USB, CD-ROM czy PDF, w odniesieniu do których zastosować należy właśnie wielką literę.

    Nie sposób w jednym wpisie na blogu wyczerpać temat, zwłaszcza że wyrazów związanych z prężnie rozwijającą się branżą IT jest bardzo dużo. W niniejszym artykule wybrałam te, które pojawiają się w języku każdego przeciętnego użytkownika komputera. Można sobie tylko wyobrazić, jakie nagromadzenie takich wyrazów występuje w tekstach specjalistycznych, których tłumaczeniem zajmuje się firma Netlinguist (Tłumaczenia IT). Jako profesjonaliści w zakresie tłumaczeń IT staliśmy się poniekąd „fachowcami” od technologicznej nowomowy i dlatego w jednym miejscu zebraliśmy informacje na temat tego, jak poprawnie posługiwać się takim słownictwem.

    Joanna Gruszczyńska

    Continue Reading
  • Jednak nie wszystko w języku polskim się odmienia

    21 września 2015
    6205 Views

    Ile razy słyszeliśmy utyskiwania dotyczące tego, by odmieniać nazwiska? Ile razy zalecano nam, by nie ulegać współczesnej tendencji do nieodmieniania wyrazów? No właśnie… Powtarzane niczym zaklęcie zdanie informujące o konieczności odmiany niemal wszystkiego w języku polskim na tyle zapadło niektórym w pamięć, że popadają oni w przesadę i odmieniają także wyrazy nieodmienne.10411519_s

    Do sztandarowych przykładów należą tutaj leksemy: „kakao”, „wideo” i „logo”. W słowniku można przy nich znaleźć kwalifikator „ndm” oznaczający, że wyraz jest nieodmienny. O ile w języku potocznym mówionym dopuszcza się formy „kakaa” czy „kakau”, to w języku oficjalnym czy pisanym świadczą one o braku znajomości zasad poprawnościowych. Potoczna odmiana polszczyzny nie może być jednak wyznacznikiem poprawności. Tak samo nie może nim być wygoda użytkowników języka i ich przyzwyczajenia. Trzeba mieć naprawdę bujną wyobraźnię, by zbudować, a następnie uznać za dopuszczalne zdanie: „Postawiłem szklankę kakaa na widele z logiem mojej firmy”. Nie dość, że całość brzmi groteskowo, to jeszcze forma miejscownika „widele” jest już kompletną katastrofą językową. Przyzwoitość nakazuje, by powiedzieć: „Postawiłem szklankę kakao na wideo z logo mojej firmy”.

    Do grupy wyrazów nieodmiennych zalicza się nie tylko te zakończone na „-o”. Należą tutaj jeszcze leksemy o takich końcówkach fleksyjnych jak „-u” (np. „guru”, „tabu”) oraz „-i” (np. „salami”, „kiwi”). Warto zauważyć przy okazji pewną regułę. Przywołane wyrazy nieodmienne zostały zapożyczone z innych języków. Dlaczego nie poddano ich odmianie zgodnie z systemem fleksyjnym polszczyzny, skoro większość słów obcego pochodzenia podporządkowuje się polskiej deklinacji? Te ostatnie znajdują jednak odpowiedni typ odmiany, czyli – mówiąc prościej – mają podobne końcówki fleksyjne do innych rodzimym wyrazów. Trudno mówić o takim podobieństwie w przypadku słów: „salami”, „kiwi”, „tabu” czy „guru”.

    Nie trzeba zatem być bardziej papieskim niż sam papież i odmieniać wyrazy, które ze swojej natury pozostają nieodmienne. Jak w takim razie rozstrzygnąć, co należy poddać odmianie, a co nie? Odpowiedź jest prostsza niż się wydaje – odmieniać należy wszystko, co się da, wobec czego można zastosować określony wzorzec deklinacji. By ułatwić sobie zadanie, można też przywołać w pamięci wyrazy o podobnych końcówkach fleksyjnych, co do których nie mamy wątpliwości, do której kategorii należą – odmiennych czy nieodmiennych. Gdyby nasze ustalenia nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, proponuję posłuchać jeszcze swojej intuicji. Nie lada wysiłku by potrzeba, aby odmienić „menu”, „jury”, „boa” czy „alibi”. Nieprawdaż?

    Joanna Gruszczyńska

    Continue Reading
  • Kłopotliwy liczebnik

    22 grudnia 2014
    1533 Views

    29256883_sWielkimi krokami zbliża się koniec roku kalendarzowego. Wkrótce przyjdzie składać nam życzenia: „Wszystkiego najlepszego w nowym roku 2015”. Na pozór wydawać by się mogło, że w tym prostym zdaniu nie ma możliwości popełnienia błędu językowego. Na pozór…

    Otóż, fraza ta zawiera liczebnik porządkowy, przy deklinacji którego piętrzą się trudności. Tylko wprawny użytkownik języka nie popełnia błędów przy jego odmianie. Dlatego warto przyjrzeć się temu zjawisku bliżej, by składając życzenia, posługiwać się piękną, poprawną polszczyzną. Na marginesie dodam, że opisywany w niniejszym artykule problem językowy nie jest jedynym, z którym można się zetknąć, chcąc dopełnić pięknego zwyczaju winszowania bliskim (por. „Wszystkiego najlepszego z okazji mikołajek”).

    Gdy stoimy już z wyciągnięta dłonią, by za chwilę wypowiedzieć powtarzaną co roku formułkę, w naszej głowie zaczynają się kłębić się myśli: „w nowym roku dwutysięcznym piętnastym” albo „w nowym roku dwa tysiące piętnaście” czy też „w nowym roku dwa tysiące piętnastym”? By takiej sytuacji uniknąć, warto wcześniej zapoznać się z regułą podaną w „Nowym słowniku poprawnej polszczyzny PWN” pod red. A. Markowskiego, która brzmi: „Postać liczebników porządkowych mają tylko dwa ostatnie określenia (najczęściej dziesiątek i jednostek); one też odmieniają się przez przypadki”.

    Stosując się do podanej zasady, należy zatem powiedzieć: „Wszystkiego najlepszego w nowym roku dwa tysiące piętnastym”. Dwa pierwsze człony pozostawmy nieodmienione. Wątpliwości może jeszcze budzić wymowa takich liczebników porządkowych jak: 2000 czy 2004. Skoro przepisy mówią, by odmieniać dwa „końcowe” składniki, powinniśmy więc powiedzieć: „w roku dwutysięcznym” i „dwa tysiące czwartym”. W pierwszym przypadku tysiące stanowią ostatni człon, w drugim zaś jednostki, a sprawcą zamieszania w podanych przykładach jest zero. Jeżeli pojawi się ono w zapisie cyfrowym jako jeden z dwóch „końcowych” elementów, wówczas odmieniamy tylko jeden z nich.

    To nie koniec kłopotów z liczebnikiem porządkowym. Oprócz trudności w odmianie nastręcza on również problemów natury ortograficznej. W wielu publikacjach, pismach urzędowych, ogłoszeniach można natknąć się na zapisy typu: „5-tego”, „o 20-tej”, „18-stych”, „6-ej”. Już sama fakultatywność  końcówek „-ej”, „-tej”, „-stej” czy też „-ych” „-tych” „-stych” powinna zasugerować, że coś jest tutaj nie tak. Otóż, trzeba wyraźnie podkreślić, że po cyfrach arabskich nie należy dopisywać, pod żadnym pozorem, końcówek fleksyjnych. To, że mamy na myśli liczebnik porządkowy „szóstej”, a nie główny „sześć”, będzie wynikać z kontekstu całej wypowiedzi. Oczywiste jest bowiem, że gdy zapraszamy gości na przyjęcie urodzinowe z okazji 18. urodzin, mamy na myśli „osiemnastych”, a nie „osiemnaście”. Wiemy też, że odbędzie się ono o godzinie „szóstej”, a nie o godzinie „sześć”.  Nie ma też potrzeby dodawania kropki po cyfrach arabskich, jeżeli oznaczają one godziny (bez minut), dni miesiąca (przed jego nazwą zapisaną słownie) czy numer strony. W pozostałych przypadkach warto tę kropkę umieścić (jak w podanym wyżej przykładzie „18.”).

    Wbrew pozorom liczebnik porządkowy i tak pozostaje jednym z najmniej kłopotliwych liczebników, gdyż w jego odmianie obowiązują takie same zasady jak w przypadku przymiotnika. Nie należy się jednak zrażać przy próbie opanowania reguł deklinacyjnych, gdyż wysoka świadomość językowa pokazuje ogólny poziom kultury człowieka. I nie chodzi tutaj bynajmniej o uprawianie uporczywej demagogii i namawianie do nieustannego śledzenia wszelkich norm językowych czy zawziętego oddawania się lekturze wydawnictw poprawnościowych, ale o unikanie pułapek językowych, które czyhają w otaczającej nas rzeczywistości.

    Joanna Gruszczyńska

    Continue Reading
  • Odmiana nazwisk to konieczność

    24 listopada 2014
    3271 Views

    Odmiana nazwisk

    Myśl Artura Schopenhauera o tym, że „powszechność jakiegoś poglądu nie jest, poważnie mówiąc, żadnym dowodem, nie daje nawet prawdopodobieństwa słuszności”, stanowi doskonały punkt wyjścia do rozważań na temat odmiany nazwisk. Nierzadko w swojej karierze językoznawcy musiałam przekonywać, że należy je jednak odmieniać. Pogląd co do ich nieodmienności jest tak utrwalony, że niejednokrotnie też byłam zmuszona sięgnąć po Słownik poprawnej polszczyzny PWN, by niedowiarkowi wskazać odpowiedni zapis informujący o konieczności odmieniania nazwisk.26563137_s

    Przykłady językowego faux pas

    Jakie było zdziwienia przyszłych małżonków, przez których zostałam poproszona o wypisanie zaproszeń ślubnych, w których zgodnie z zasadami poprawności odmieniłam godności przyszłych weselników, gdy zobaczyli efekty mojej pracy! Nie mniejsze zdumienie zauważam na twarzach tych, którym zwracam uwagę na konieczność odmiany nazwisk na dyplomach, tabliczkach na drzwiach wejściowych czy w przypadku adresowania kartki świątecznej. Doprawdy trudno określić genezę tego uporu odnoszącego się do pozostawiania nazwisk w postaci mianownika.

    Prosta zasada: „Jeżeli się da…”

    Normy poprawnościowe wyraźnie określają zasady odmiany nazwisk. Dla rozwiania wszelkich wątpliwości dodać należy, że deklinacji podlegają nie tylko godności polskie. Wytyczne te odnoszą się także do nazwisk obcych. W Słowniku poprawnej polszczyzny PWN pod red. W Doroszewskiego wyraźnie można przeczytać: „Kwestie odmiany związane są ściśle z kwestiami ortograficznymi. Wszystkie nazwiska obce, które na podstawie ich zakończeń można przyporządkować polskim wzorcom deklinacyjnym, należy odmieniać”. Powołanie się na autorytet w zakresie poprawności powinno rozwiać wszelkie wątpliwości w tym względzie.

    Z apostrofem lub bez

    Nawet jeżeli w języku rodzimym nazwiska nie posiadają końcówek, w języku polskim takowe im się nadaje. Warto przyjrzeć się często spotykanym dwóm typom nazwisk obcego pochodzenia, popularnym w języku angielskim, zakończonym na „–y” (czytanym jako „-j”) i  tzw. „-e” nieme (którego nie wypowiadamy). Dobrym przykładem będą tutaj „Hemingway” i „Scrooge”. Odmieniając nazwisko pisarza, w kolejnych przypadkach zależnych wystarczy dopisać polskie końcówki fleksyjne – w ten sposób uzyskamy formy: „Hemingwaya”, „Hemingwayowi”, „Hemingwayem”, „Hemingwayu”. Poddając deklinacji nazwisko bohatera utworu Karola Dickensa, należy pamiętać o umieszczeniu apostrofu przed dodaniem polskich końcówek, np. „Scrooge’a”, „Scrooge’owi”.

    W razie wątpliwości – słownik

    Oczywiście reguł w zakresie odmiany można odnotować zdecydowanie więcej, jednakże użyteczność tych dwóch opisanych wyżej wydaje mi się bardzo duża ze względu na popularność tego typu nazwisk – a co za tym idzie – wysoką częstotliwość ich występowania w literaturze i mediach. Poza tym jeżeli dręczą nas wątpliwości co do poprawnej formy, zawsze warto zajrzeć do Słownika poprawnej polszczyzny PWN, którego najnowsze wydanie – w przeciwieństwie do tych starszych – zawiera wyodrębnioną z tyłu część poświęconą nazwiskom i ich odmianie. Lista ta jest całkiem pokaźna i nawet jeżeli nie znajdziemy konkretnie interesującej nas godności, zawsze można posiłkować się nazwiskiem posiadającym podobny wzorzec odmiany.

    Ku uciesze deklinacyjnych sceptyków

    Na koniec wypada oddać część racji powątpiewającym – rzeczywiście, pozostaje jeszcze niewielka grupa nazwisk nieodmiennych, wśród których dominują francuskie, zakończone na „-o”, „-oi”, „-au”, „-ou”, „-u” (np. „Hugo”, „Cocteau”). Z całą pewnością nie należą do tej kategorii nazwiska polskie. Dedykując niniejszy artykuł wszystkim językowym sceptykom, zwracam się odpowiednio do Jana Nowaka (nie: Jana Nowak), Marka Szyszki (nie: Marka Szyszka), Mateusza Ziai (nie: Mateusza Ziaja) i wielu innych, którzy z uporem próbują ustanowić nowe reguły w zakresie deklinacji.

     Joanna Gruszczyńska

    Continue Reading